Wpisz szukany wyraz lub frazę w celu odnalezienia artykułu na naszej stronie.


Legendy Ziemi Sulechowskiej



Sulechów (Züllichau)


Baszta i tajny korytarz.

Sulechowska fara była niegdyś katolickim kościołem klasztornym. Mnisi zamieszkiwali basztę, która stała nieopodal świątyni. Z baszty do kościoła prowadził podziemny korytarz. Tym przejściem bracia zakonni wkraczali do kościoła na nabożeństwa. Pewnej nocy, gdy mnisi zmierzali do kościoła, sklepienie nie wytrzymało, korytarz zawalił się i pogrzebał ich żywcem. Teraz kościół jest ewangelicki, ale powiada się, że duchy mnichów złe, że utraciły świątynię, co noc o północy powstają z grobu i odbywają jak niegdyś procesję do fary.

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r., s. 63 - tłumaczenie: Bartosz Buda, zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 52 – kwiecień 2007, s. 4)


Powiększ

Panorama Sulechowa z 1750 r. zamieszczona w starym sulechowskim śpiewniku.
1 - kościół, 2 - ratusz,3 - zamek, 4 - szkoła, 5 - brama krośnieńska, 6 - baszta, 7 - szpital, 8 - kościół Chrystusa (dawniej św. Anny), 9 - sierociniec, 10 - nowy kościół.


Panorama Sulechowa z 1750 r. zamieszczona w starym sulechowskim śpiewniku.
1 - kościół, 2 - ratusz,3 - zamek, 4 - szkoła, 5 - brama krośnieńska, 6 - baszta, 7 - szpital, 8 - kościół Chrystusa (dawniej św. Anny), 9 - sierociniec, 10 - nowy kościół.


Należy tutaj dodać, że kościół był jedną z pierwszych budowli powstałych po lokacji Sulechowa. Kronikarz niemiecki E.L. Wedekind zakłada, że lokacja nastąpiła w latach 1258 – 1268 wraz ze Świebodzinem, a założycielem Sulechowa był Henryk III Głogowski. Kościół wybudowano w pobliżu murów miejskich i „jest to założenie charakterystyczne dla wielu miast, zarówno śląskich, jak i wielkopolskich” ( .A. Wędzki, Sulechów.[w:] Studium nad początkami i rozplanowaniem miast nad środkową Odrą i dolną Wartą., tom II, Zielona Góra 1970). Czy był on połączony podziemnym przejściem z basztą, nie wiadomo? Jedyna wzmianka, która mówi o takim przejściu to zapis A. Splittbergera. Odnosi się on krytycznie do twierdzenia E.L. Wedekinda (z 1851 r.), który twierdził, że przy dawnej miejskiej Bramie Zielonogórskiej istniał klasztor połączony podziemnym gankiem z kościołem parafialnym.

Pozostaje jeszcze kwestia wyjaśnienia, czy miasto posiadało basztę? W tym przypadku część legendy pokrywa się z faktami. Baszta, a raczej baszty znajdowały się w średniowiecznym systemie obronnym Sulechowa. Wszystko wskazuje, że tworzyły one ten system z dawnym murem miejskim opasującym starówkę. Natomiast ostatnia z takich baszt istniała jeszcze w 1665 r., a pisze o niej sulechowski kronikarz M. G. Bruchmann :
Mury miejskie nadal są słusznej wysokości, lecz ich grubość jest niewielka. Biegną one wokół miasta aż do zamku. Zaś z baszt ostała się tylko jedna nieopodal bramy zielonogórskiej, lecz nie jest ona szczególnie wielka.” (Annales oder Geschicht Buch und Chronica der Stadt Züllich, Kostrzyń 1665, s. 5, tłumaczenie – Bartosz Buda).

Basztę tą zaznaczono pod nr. 6 na rycinie z 1750 r. umieszczonej w starym sulechowskim śpiewniku. Jak dotąd o sulechowskich podziemiach mówią tylko legendarne przekazy pisane i ustne. Z pewnością więcej światła na tą kwestię dadzą badania archeologiczne w Sulechowie, których do tej pory było niewiele.


Marek Maćkowiak

Co opowiadało się o olbrzymie Schrecku

Niedaleko Sulechowa obok koszar stoi duży kamień. Opowiada się, że ten kamień kiedyś olbrzym Schreck (tj. przeraza, przerażający), który w dolinie Schrecka swój żywot spędzał, długi czas miał w swoim bucie. Kiedy jednak pewnego razu podczas spaceru zauważył, że kamień uciska do, ściągnął but i kamień, który miał wiele metrów średnicy, wytrząsł z buta. Od tego czasu leży on tam. Gospodarze z Mozowa ostatecznie Schrecka podobno zabili. Ze strachu, że zabity mógłby znowu ożyć, usypali nad jego wielką postacią potężny kamienny kopiec, który jeszcze teraz jest pokazywany. Co się opowiada o olbrzymie Schrecku.


Powiększ

Głaz narzutowy na skwerze przy ul. Wojska Polskiego.


Głaz narzutowy na skwerze przy ul. Wojska Polskiego.

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r. -tłumaczenie z niemieckiego Władysława Kowalska; zamieszczono w Biuletynie Miasta i Gminy Sulechów, nr 50 - luty 2007, s. 5; wg. tłumaczenie Bartosz Buda)


Żebro w sulechowskim kościele farnym.

W sulechowskim kościele farnym wisi na ścianie duże żebro. Podanie głosi, że jest to żebro olbrzyma Schrecka, który żył w okolicy Sulechowa. Zostało jednak stwierdzone, że ta kość jest kością mamuta, którego szczątki tutaj zostały wykopane.


(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r. - tłumaczenie z niemieckiego Władysława Kowalska; zamieszczono w Biuletynie Miasta i Gminy Sulechów, nr 50 - luty 2007, s. 5; wg. tłumaczenie Bartosz Buda)



Sulechowski Olbrzym

17 sierpnia br. sulechowski ratusz odwiedził Nicholas Redman z Anglii. Jest on badaczem i poszukiwaczem kości wielorybów. Pan Redman od ponad 30. lat bada i dokumentuje przypadki “dekoracyjnego” wykorzystania kości wielorybów na wyspach brytyjskich. Wynikiem tej pracy jest książka “Kości wielorybów na wyspach brytyjskich” (Whales` Bones of the British Isles), w której opisał prawie 1000 kości wielorybich i ponad 650 miejsc ich występowania w Królestwie Brytyjskim. Do Sulechowa Nicholasa Redmana sprowadziła legenda o sulechowskim olbrzymie i zamieszczona informacja w Berliner Lokal- Anzeiger z 17 listopada 1935 r. (nr 276) autorstwa dr Rolfa Reißmanna, gdzie możemy przeczytać: „W Sulechowie legenda głosi, że żebro wiszące na ścianie kościoła farnego pochodzi od giganta nazwanego Shreckiem (Przeraza), a jego głowę wyrzeźbiono na ścianie ratuszowej wieży. Znajduje się ona na wysokości 8 metrów od ziemi, bowiem olbrzym miał 8 metrów wzrostu. Nikt nie wie jakie są korzenie tej legendy. Olbrzyma wyobrażono w herbie miasta, a niedaleko znajduje się las, który nazwano Shreckheide (kryjówka Przerazy)”.

Informację o Strasznym Olbrzymie zamieścił również w 1927 r. A. Splittgerber w “Geschichte der Stadt und des Kreißes Züllichau”. Powołując się na kronikę H.C. Wilcke z 1753 r. pisze - “ Jakimi badaniami historycznymi zajmowali się wówczas (1753) badacze przeszłości dowodzi następujący przykład z kroniki Wilckego (strona 2): jeśli ktoś wątpi w prawdziwość tej klechdy (tej o Olbrzymie Shrecku), może na własne oczy obejrzeć dowody i samemu się przekonać czy to prawda. Na ścianie ratuszowej wieży, na gzymsie umieszczono głowę olbrzyma wykonaną z gipsu; zaś na ścianie wieży zegarowej kościoła farnego zawieszone jest w niszy ogromne żebro giganta. W herbie prezentuje się cała jego postać z piką w ręku. Dlaczegóż to mieli by założyciele miasta taki właśnie obraz tej postaci nam przekazać, jest i było to niepojęte” (A. Splittgerbe, str. 6 i 7 ).Jak powiedział nam Pan Redman zamierza napisać książkę o kościach (żebrach) wielorybów, zamieszczanych w europejskich zamkach i kościołach, w której znajdzie się również informacja i legenda o sulechowskim olbrzymie.

Niestety kość olbrzyma (wieloryba?) nie zachowała się w sulechowskiej farze, ale tajemnicze miejsce Schrecksheide, można zwiedzić jadąc rowerem ulicą Gajową, po wcześniejszym przestudiowaniu starych niemieckich map . Zachowała się również twarz olbrzyma na północnej ścianie ratuszowej wieży. Dzięki gościowi z wysp brytyjskich, możemy poznać inną wersję o sulechowskim olbrzymie, jakże odbiegająca od tej którą opisał Leon Okowiński w opowieści “Sulechowski olbrzym”.


Marek Maćkowiak

Powiększ

Fragment mapy z lat 30-tych XX wieku.

Powiększ

Głowa "Schecka" na wieży sulechowskiego ratusza.


Fragment mapy z lat 30-tych XX wieku oraz głowa "Schecka" na wieży sulechowskiego ratusza.

(tłumaczenia z niemieckiego Bartosz Buda, tekst zamieszczony w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 44 sierpień 2006, s. 3)


Fragment Zullichiographia oder Chronica der Königl. Preußischen Stadt Züllichau – Johan Christoph Wilcken, s. 2 , Züllichau 1753
§ 2

Pewien skryba (pisarz) i były stróż bram o nazwisku Elmer, który podaje w swoich opowiadaniach, że w tym olchowym lesie przebywał olbrzym wraz z rodziną, który utrzymywał się z rabunków i kradzieży, ale w końcu przez sąsiadujących gospodarzy, którzy zmówili się na mozowieckich wzgórzach i tam na niego oczekiwali i zabili. Jeśli ktoś wątpi w prawdziwość tego opowiadania, tego mogą naoczne dowody przekonać i wszelkich wątpliwości pozbawić. Na ratuszu, w środkowej części, w stronę Nowej Bramy, jest widoczna gipsowa głowa olbrzyma, a w miejskim kościele w jego dzwonnicy można zobaczyć, zawieszone na łańcuchu przy murze – żebro. W herbie miasta prezentuje się cała osoba między 2 wieżami, trzymająca w ręce lancę. Dlaczego przodkowie właśnie taki obraz wybrali, jak gdyby chcieli swoim następcom pierwszego posiedziciela i mieszkańców tej miejscowości, jako pamiątkę zarekomendować.


(tłumaczenie z niemieckiego Władysława Kowalska)
Powiększ

Publikacja Nicholasa Redmana - Kości wielorybów na wyspach brytyjskich.


Publikacja Nicholasa Redmana - Kości wielorybów na wyspach brytyjskich.

- Sulechowski olbrzym w Anglii., Biuletyn Informacyjny Miasta i Gminy Sulechów, październik 2013, nr 124, s. 6,

Powstanie nazwy „Ogród Czterech Lip”

Jedna z sulechowskich restauracji nazywa się Ogród Czterech Lip, dlaczego nazwa jest taka a nie inna opowiada następujące podanie: Tam, gdzie obecnie znajduje się restauracyjny salon, wcześniej był ogród. W ogrodzie stał dom pewnej wdowy. Sala restauracyjna znajduje się dokładnie w miejscu tego domu, jego pozostałością jest ściana z dwoma oknami, będąca dziś ścianą restauracji. W jeden z dni pokutnych wdowa wróciła do domu późno. Była w wesołym nastroju i w uniesieniu powiedziała na głos: „Dziś mam ochotę zatańczyć, nawet gdyby miał mnie sam diabeł porwać” Udała się do salonu i już miała tańczyć, gdy usłyszała straszliwy hałas. To diabeł wpadł przez powałę i porwał ją do tańca. Rozległy się dookoła dźwięki muzyki, granej przez niewidzialnych muzyków. Diabeł tak mocno chwycił kobietę za ręce, że do jej palców przestała dopływać krew. W strachu kobiecina wyjęczała: „Jeśli diabeł zostawi mnie w spokoju przysięgam, że zbuduję salon z czterema lipami wewnątrz” nagle diabeł rozpłynął się a muzyka ucichła. Zajazd zaś zachował do dziś nazwę Ogród Czterech Lip.

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r., s.63 - tłumaczenie Bartosz Buda; zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 53 – maj 2007, s. 4)


Powiększ

Ogród Czterech Lip

Powiększ

Ogród Czterech Lip

Powiększ

Ogród Czterech Lip


Ogród Czterech Lip

Szubieniczny pagórek

Przy niewielkim winnym wzgórzu niedaleko Sulechowa znajduje się niewysokie wzniesienie. Dawniej było to miejsce okryte złą sławą. Tutaj wieszano skazanych na śmierć przestępców. Jednak każdy korzysta z tego co ma, i ludzie niedługo już skracali sobie podróż idąc błotnistą drogą przez wzniesienie w kierunku Cigacic, mogiły usunięto z tego miejsca bowiem ludzie z tego i tamtego świata wolą być rozdzieleni. Teraz ohyda tego miejsca jest już przeszłością, a szczęśliwe dzieci z okolicy bawią się tam w najlepsze.


Powiększ

Fragment mapy Sulechowa z 1722 roku. Pod numerem 33 dom kata.


Fragment mapy Sulechowa z 1722 roku.

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r. - tłumaczenie: Bartosz Buda, zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 49 – styczeń 2007, s. 6)


Buków (Buckow)

Opowieść o lipowym wzgórzu.

Niedaleko wsi Buków znajduje się lipowe wzgórze. O lipie, która rośnie na szczycie wzgórza istnieje następująca opowieść: Pewien człowiek z Bukowa został oskarżony o morderstwo i skazany na śmierć. Był on w stanie udowodnić swoją niewinność, jednak sędziowie mu nie wierzyli i nadal był więziony. Wówczas rzekł on do sędziów: „Odwrócę tę lipę tak, by stała w ziemi koroną, a korzeniami do góry. Jeśli z bożą pomocą korzenie wypuszczą liście, będzie to dowód mej niewinności.” Sędziowie zgodzili się na takie warunki. W krótkim czasie korzenie drzewa pokryły się listowiem, a człowieka tego uniewinniono. Jeszcze dziś można rozpoznać, że korona tego drzewa to w istocie jego korzenie. Od tej lipy wzgórze ma swą nazwę.


Powiększ

Lipowe wzgórze (Linden Berg) kolo Bukowa. Fragment mapy z lat 30-tych XX wieku.



(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r., s.70 - tłumaczenie: Bartosz Buda, zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 51 – marzec 2007, s.5)


Głogusz (Glogsen)

Wesoła opowiastka o karzełkach z wrzosowiska.

„Od Zielonych Świątek ciężkiego czasu początek, a krasnoludki nie pomogą”, zwykł mawiać dziadek Aurich. Sprzedał on już dawno ostatnie ziarenko, a jego łaciata krowa padła. Tego wieczoru postanowił udać się do swego kuzyna do Głogusza by pożyczyć trochę pieniędzy. Kuzyn jednak udał się już na spoczynek i Aurich zastał drzwi zamknięte na cztery spusty. Zapukał więc w okno. „Hej, kuzynie śpicie już?” „Nie” „A możecie mi pożyczyć 10 talarów?” na to krzyknął kuzyn: „Już śpię! Już śpię! Już śpię!”. Cóż było robić, staruszek poszedł dalej pod dom swego przyjaciela kowala. „Hej, kumie śpicie już?” „Nie” „A możecie mi pożyczyć 10 talarów?” na to krzyknął kowal aż w uszach zadzwoniło: „Nie mam ani grosika!”. Staruszek za własny zegarek i łańcuszek zastawiony u karczmarza kupił dzbanek z gorzałką. Pomyślał, że w drodze do domu przez wrzosowiska będzie mu ten dzbanek miłym towarzyszem. Jako, iż jedyne czego miał w nadmiarze to nędza, litościwy gospodarz pożyczył mu jeszcze 10 papierowych talarów. Mając już pieniądze, stary napił się porządnie, a o północy gdy karczmę zamykano ruszył z dzbankiem do domu. Idąc z ciężkim sercem przez wrzosowisko, pośród czarnej jak smoła nocy, zapalił fajkę by nie czuć się tak samotnym. Dalej szedł dymiąc jak mały komin. Gdy był już głęboko w lesie zauważył na rozstaju dróg mnóstwo szaro odzianych, małych ludzików. Ich twarze były jakoby z pajęczyny, i staruszkowi zrobiło się nieswojo. Karzełki przemówiły do niego: „Daj ognia! Daj ognia!”. Staruszek nie miał już hubki i papieru, wyciągnął więc z kieszeni swój majątek w postaci 10 papierowych talarów i przypalił je od fajki. Karzełki wyciągnęły jeszcze od niego tytoń i zajęły się paleniem fajek. Zaś Aurich nie oglądając się czmychnął w kierunku domu. Biegł przez las niczym wiatr i kiedy dotarł na miejsce skoczył do łóżka pod pierzynę jak żaba. Następnego ranka zbudziły go dzieci: „Ach dziadku, dziadku!” - „Dajcie mi najpierw zapalić fajkę!” „Dziadku! Dziadku!” nie ustępowały dzieci. „Uciszcie się i dajcie mi tytoń!” – „Ślady! Ślady!” – „Najpierw fajka!” – „Czyjeś ślady są na zewnątrz!” – „Najpierw zapalę fajkę a potem zobaczę co to za ślady!” i mówiąc to staruszek zastukał główką fajki o blat stołu aby wysypać z niej popiół. Lecz zamiast popiołu wysypało się z fajki złoto. To karzełki odpłaciły mu się czystym złotem.


(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r. - tłumaczenie: Bartosz Buda, zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 47 – listopad 2006, s. 6)

Kalsk (Kalzig)


O siwku w kalskim kościele.

Zmarła kiedyś w Kalsku staruszka i jej zwłoki ułożono na katafalku w starym kościele. Wieczorem usiedli w ławach możni i biedni i wspominali staruszkę. Była też dziewczyna, która długie lata babci tej służyła. Chciała ona ostatni raz zobaczyć swoją panią i w nocy poszła do kościoła. Przy kościele nie wszystko jednak było w porządku, i niektórzy widzieli czerwono odzianego człowieka siedzącego na murze. Nikt nie uwierzył jednak w to, iż dziewczynie serce przestało bić na jego widok. Musiała jednak przyczepić do całunu czarną wstęgę, weszła więc do świątyni. Kiedy była już wewnątrz usłyszała przerażające skrzypienie, pomyślała jednak: „Nigdy za życia Pani nie była dla mnie niedobra, więc po śmierci tym bardziej mi krzywdy nie wyrządzi.” To mówiąc zamknęła za sobą drzwi. Nagle podbiegł do niej biały koń i niemal wystraszył ją na śmierć. Powstrzymała jednak lęk i szybko przymocowała szarfę do całunu a konia wzięła za uzdę i wyprowadziła z kościoła. Jak się okazało zwierzę zostało skradzione, a złodzieje ukryli je w kościele.


Powiększ

Kościół w Kalsku.


Kościół w podsulechowskim Kalsku.

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r., s. 72 - tłumaczenie: Bartosz Buda, zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 54 – czerwiec 2007, s. 11)


Kije (Kay)

Jan z Kostrzynia i lotne piaski.

Horrido i Hussassa! Mogę wam opowiedzieć o wydmach? pomiędzy Przetocznicą a Kijami. Biegła tędy długa na milę, droga wojskowa z Krosna do Sulechowa. Wiele widział ten trakt. Dziś jest z rzadka uczęszczany, czasem tylko czeladnicy rzemieślników zbierają w pobliżu jagody ale kupcy omijają. Lecz czterysta lat temu było zupełnie inaczej. Bywało, że żacy zdążający tędy do Wittenbergi na nauki do słynnego doktora Martina, tutaj za sprawą uroków wszetecznych kobiet kończyli swą podróż. Również woźnice niechętnie tędy jeździli, bowiem ich szlak znaczyły potem porozrzucane w panicznej ucieczce przed zbójami towary i pierze. Czasami łapano któregoś ze złodziejskiej braci i dla przykładu wieszano na gałęzi za pomocą żelaznego łańcucha z tabliczką u szyi. Ze świecą było szukać kupca, który odważyłby się jechać tą drogą bez eskorty. Lancknechci jechali zwykle przed karawaną i za nią. Wszyscy mieli oczy szeroko otwarte, a broń w gotowości. Pewnego razu pojawił się na trakcie Jan von Küstrin ze zbrojnymi by żelazną ręką zaprowadzić tu porządek. Nie podobała się mu ta zasnuta oparami okolica, gdzie nader łatwo można było wpaść w zasadzkę. Tam gdzie ulica Blumberska wiedzie na lotne piaski zatrzymano wozy. „Co zrobić grzęzawiskiem mości Książę Elektorze?” „Powstrzymać je!” „Te tutaj, Książę?” „Zatrzymać je!” krzyknął i zeskoczył z konia, następnie z zapałem narysował na ziemi jak tego dokonać. Tak powstał wał ziemny wzdłuż drogi, który nie pozwalał uciekać stąd wodzie. Jan chciał w ten sposób teren ten uczynić bardziej przyjaznym. Przez trzy stulecia było tu jeszcze wydmy i wielu furmanów wciągnęły wraz z zaprzęgiem ta bezdenna otchłań.


Powiększ

Jan von Küstrin


Jan von Küstrin

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r., s. 62 - tłumaczenie: Bartosz Buda, zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 56 – sierpień 2007, s. 11)


Nocny Łowca

O Zeikeńskich wzgórzach niedaleko młyna w Kijach krąży następująca opowieść: Pewnego razu hrabia z Pomorska jechał powozem do Sulechowa. Tam postanowił nocować, a swego woźnicę, urodzonego pomorszczanina odprawił późnym wieczorem do domu. Była już północ kiedy dotarł on do Zeikeńskich wzgórz. Woźnica nie żałował bata i konie pędziły z wszystkich sił. Nagle powożący usłyszał za sobą szczęk broni i tętent końskich kopyt. Człowiek ten przestraszył się i obejrzał za siebie. Nie był to dobry pomysł! Zobaczył pędzącego za nim na koniu jeźdźca bez głowy. W dłoni trzymał miecz, obok konia biegły psy myśliwskie. Był to Nocny Łowca. Zjawa dogoniła wóz i uderzyła płazem miecza woźnicę trzy razy po plecach. Mężczyzna ten ciężko zachorował kilka dni później. W miejscu na plecach gdzie otrzymał ciosy od jeźdźca nie z tego świata, pojawiła się sina plama. 14 dni później woźnica zmarł z przerażenia.

Nocny Łowca ukazuje się też w okolicach Międzylesia. Na drodze z Rokitnicy do Kupfermühle znaleźć można wielką leśną polanę. Kto pójdzie tam nocą może spotkać woźnicę powożącego wozem do którego zaprzęgnięte są dwa siwe konie. Piekielny woźnica zaprasza przypadkowych wędrowców do przejażdżki powozem, a każdy kto wsiądzie traci zmysły. Na drugi dzień przytomnieją pasażerowie diabelskiego powozu leżąc potłuczeni na polanie. Na różnych częściach ciała mają zwykle dziwne siniaki.


Powiększ

Nocny Łowca


Nocny Łowca

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r. - tłumaczenie: Bartosz Buda; zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 46 - październik 2006, s. 7)


Klępsk (Klemzig)

O chochliku z Klępska

Jeszcze sto lat temu żywa była tradycja wspólnego przędzenia w naszym powiecie. Młode dziewczęta przędły razem w jednej sali len. Chłopcy przychodzili pod okna gdzie one pracowały, palili swoje fajki, śpiewali piosenki, przechwalali się swymi wyczynami i opowiadali różne historyjki. Później jednak przyszedł czas przemysłu, który swymi maszynami, młotami parowymi i kołami zamachowymi zniszczył ten zwyczaj. Nie było już potrzeby spotykania się przy przędzy. Niemniej nadal opowiada się historie z tych czasów.

Mury kościoła w Klępsku na pierwszy rzut oka wyglądały zupełnie normalnie, żył jednak w jego wnętrzu, pod jednym z filarów od dawien dawna pewien chochlik. Na głowie nosił on odpowiedni do swego wzrostu kapelusz, traktowany przez niego jak największy skarb, a przy boku miał sztylecik. Pewnego razu chłopcy ze wsi poszli razem popisywać się przed przędącymi właśnie dziewczętami. Był pomiędzy nimi jeden który mieszkał w mieście i strasznie wysoko zadzierał nos przed miejscowymi. Wpadł on na pomysł, że o północy ukradnie chochlikowi jego kapelusz by się popisać. Tutejsi ostrzegali go przed tym, lecz gdy północ się zbliżała postanowił uczynić tak jak mówił. W świetle księżyca zauważył wkrótce karzełka siedzącego na kościelnym murze. Chochlik gładził małymi dłońmi swoje drogocenne nakrycie głowy. Chłopak podkradł się do stworka, zerwał mu kapelusz wprost z głowy. Karzełek zakrzyknął przeraźliwie: „Oddaj mi mój kapelusz! Oddaj mi mój kapelusz!” Wyrostek zaśmiał się tylko nikczemnie i pobiegł tam gdzie dziewczęta w izbie przędły len. Kiedy na miejscu opowiedział swą przygodę, wszystkim obecnym poszarzały twarze. Zapadła głucha cisza, zgaszono świece i wszyscy rozeszli się do domów. Następnej północy zbudziło świętokradcę pukanie do okna. Na gałęzi orzecha rosnącego tuż za oknem zauważył chochlika krzyczącego wśród nocnej ciszy: „Oddaj mi mój kapelusz! Oddaj mi mój Kapelusz!” tupiąc przy tym i wymachując rękoma ze złością. Chłopak machnął ręką na natręta i poszedł dalej spać. Jednak karzełek całą noc hałasował. To samo powtarzało się co noc. W końcu trzeciej nocy złodziejaszek nie wytrzymał i otworzył okno. W wyciągniętej ręce trzymał swój łup: „Karzełku, masz tu swój kapelusz, na mnie i tak nie pasuje!” „O nie!” zaskrzeczał chochlik „ściągnąłeś mi go z głowy to musisz założyć z powrotem! O tak, musisz założyć mi go na głowę!” Im bardziej chłopak się sprzeciwiał, tym bardziej chochlik wrzeszczał i tupał. Cóż było robić, w końcu stanął stworek na drodze a chłopak dla świętego spokoju wyszedł z domu aby założyć mu na głowę kapelusz. Kiedy tylko kapelusz znalazł się na swoim miejscu, chochlik dźgnął młodzieńca swym sztyletem zabijając go na miejscu. Chochlik nie pokazał się już więcej we wsi, widywano go już tylko czasami w lesie ale zauważony, szybko uciekał chroniąc swój kapelusz przed ludzkimi rękoma.


Powiększ

Kościół w Klępsku.


Kościół w Klępsku.

(G. Zerndt w „Abritz zur Heimatkunde des Kreises Züllichau – Schwiebus” z 1926 r., s. 74 - 75; - tłumaczenie: Bartosz Buda; zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 55 - lipiec 2007, s. 9)


Łęgowo (Lang Heinersdorf)

Łęgowskie runy

W lesie, w pobliżu Łęgowa, z prawej strony drogi prowadzącej do Sulechowa, leży ogromny, przeszło dwumetrowy głaz. Wędrowiec, który zatrzyma się przy pokrytym mchem kamieniu, ujrzy na nim tchnienie zamierzchłej przeszłości. Na jednej ze stron olbrzymiego kamienia ocalały już nieco zwietrzałe znaki , o których mówiono ,że pamiętają zamierzchłą przeszłość. Dziś czas zatarł już pamięć o ich pochodzeniu i twórcach, którzy siali przerażenie w Europie, wędrując od Rusi po tajemniczą Vinlandię.


Powiększ

.


Eratyk koło Łęgowa.

O kamieniu tym i tajemniczym napisie pisze się i mówi od co najmniej dwustu lat. W czasopiśmie „Der Bär” z 22 lutego 1879 r. znalazła się relacja pastora Kawerna z Klępska mówiąca o badaniu tajemniczego napisu przez berlińskich uczonych, a informację o tym wydrukował Elias Steinmeyer w 1880 r. w Berlinie.
Temat pochodzeniq znaków poruszał też „Züllichau Wochenblatt” z 5 maja 1880 r. Pastor z bukowa Pfitzner stwierdził, że zna osoby, które widziały kamień bez napisów. Natomiast w 1922 r. w „Nachrichten von Pädagogium i Waisenhaus w Sulechowie“ znalazła się historyjka o łęgowskich runach oraz ich wykonawcy niejakim Nicolai z Berlina. Podobny opis ukazał się w „Züllichau Nachrichten” z 1937 r.

Bezspornym faktem jest, że w roku 1852 napisy z tego głazu dały nazwę założonemu opodal nowemu folwarkowi – Runnental. Dziś zostały po nim zarośnięte fundamenty i wielkie dęby, które rosły w jego pobliżu. Za pewnik uznać możemy również wiadomość, że zachwycał się tym napisem von Unruh z Babimostu.

Istnieje też informacja mówiąca o tym, że niejaki nadinspektor König zlecił wykonanie napisu w chwili rozbudowy folwarku Runental. Inny opis z lat 60-tych 19 stulecia mówi o ich wykonawcy kamieniarzu o nazwisku Hecker, któremu zlecił to zadanie ojciec von Unruhga z Babimostu.


Powiększ

Tejemniczy napis na eratyku koło Łęgowa.


Tejemniczy napis na eratyku koło Łęgowa.

Napis wykonano na silnie spękanym głazie narzutowym, gnejsie gruboziarnistym z różowymi plamami. Jego wysokość wynosi 2m, a obwód u podstawy blisko 15m. W skład mineralny gnejsu wchodzą skalenie szare i białe, skupienia biotytu, granity różowe o strukturze ziarnistej oraz kwarc przezroczysty jasnoszary. Od strony drogi leśnej, na wyrównanej powierzchni głazu znajduje się tzw. pismo runiczne w dwóch rzędach. Górny rząd w kole, budził wątpliwości i zarazem podejrzenia, iż może być autentycznym napisem. Natomiast dolny o długości 260 cm i wysokości 12 cm uznano za falsyfikat, sporządzony być może przez Nicolai z Berlina, ojca pana von Unruh z Babimostu lub podinspektora Königa. Kwestia jego autentyczności do dziś nie została ostatecznie zakończona. Zainteresowanych odsyłam do artykułu „Der Runennstein von Lang=Heinersdorf” autorstwa Ericha Biehahna z Heimatkalender -1939.


Marek Maćkowiak

Legendy zamieszczono w Biuletynie Informacyjnym Miasta i Gminy Sulechów, nr 57 - wrzesień 2007, s. 5.